Filmowe inspiracje

sylwester dla singli w centrum miastaNaprawdę da się zmienić w jeden dzień swoje życie lub przynajmniej jego część? Oglądałam wczoraj film „Sylwester w Nowym Yorku”. Jeden z tych, które zalegały do obejrzenia i w końcu udało się. Film nie wybitny, ale była tam bohaterka, która zmobilizowała mnie do drobnej rzeczy. U niej wykryto raka i na początku była załamana, ale potem zrobiła listę rzeczy, które chciałaby jeszcze zrobić. Pomyślałam sobie, że to w pewnym sensie straszne, że tyle dni mija i robi się z nimi to co zawsze, a potem jedna wiadomość u lekarza może przewrócić do góry nogami. Ona miała na swojej liście dość prozaiczne rzeczy: przepłynięcie się statkiem po rzece, śniadanie w jakiejś knajpce nowojorskiej. Właściwie banalne, codzienne, a jednak nie robiła tego póki miała czas, bo praca, bo coś innego, bo nie chciało się, bo jutro. Nie mam na poczekaniu takiej listy, którą miałabym zacząć spełniać, lecz są rzeczy, które zostawiam na potem. Choćby obiad w chińskiej knajpce z koleżanką. Potem, potem i już rok się tam wybieramy, a zupełnie nie wiem na co czekamy. Możemy iść w dowolną sobotę, zjeść i pogadać. Kobieta z filmu natchnęła mnie żebym przynajmniej raz w tygodniu, jeśli w codziennie się nie uda, zrobić dla siebie jakiś drobiazg. Żeby moja lista nie była kiedyś długa.

A propos Sylwestra – już niedługo grudzień a ja muszę zdecydować się na jakiś krok – czy ze względu na fakt, że jestem singielką powinnam czekać na okazyjne zaproszenie czy też sama wybrać jakąś imprezę i liczyć na szczęśliwy los na loterii? Teraz mam duży problem, ktoś pomoże?

Reklamy